od artroskopii do półmaratonu.

Witam Serdecznie

Moja przygoda związana z kontuzją kolana rozpoczeła się w 2007 roku od skręcenia stawu kolanowego lewej kończyny.Była to pierwsza poważna kontuzja w moim życiu, w tamtym czasie intensywnie trenowałem piłke nożną, jak pózniej się okazało był to tylko początek długiej, kretej drogi w walce o odzyskanie sprawności. W moim życiu skręciłem 4 razy kolano, jednak nie będę opisywał długiej 3 letniego fatalnego leczenia kolana i spacerowania od jednego "fachowca" do drugiego, rehabilitacji, ćwiczeń, zabiegów itp, które i tak przyniosły marny skutek. Po około 3 latach musiałem całkowicie zapomnieć o jakimkolwiek ruchu, a jedyna moja aktywnośc fizyczna ograniczała się do gier sportowych na konsoli i od czasu do czasu odwiedzenia pobliskiej pływalni. Po około 1,5 roku przerwy i spokoju związanego z kolanem, dałem namówić się na grę w pobliskiej drużynie, z racji tego że rzadko myślałem o swoim kolanie w kategori " coś tam złego się dzieje" postanowiłem spróbować wrócić do mojej pasji. Kilka miesięcy pózniej niestety po raz kolejny kolano dało o sobie znać, nastąpiło ponowne zablokowanie stawu. Dlaczego piszę zablokowanie ? jak pózniej się okazało, całym winowajcą było wolne ciałko, które swobodnie poruszało się w stawie, wtedy wiedziałem że należy rozwiązać kwestie stawu ostatecznie i zapiąć leczenie do końca, gdyż nie chciałem leczyć się i męczyć przez całe życie. W czerwcu 2011 roku  trafiłem do ręke doskonałego lekarza,  Doktora Stanisława Kurka, który jednoznacznie stwierdził że kolano nadaje się tylko i wyłącznie do leczenia operacyjnego. 28 czerwca miałem wykonany zabieg artroskopi  w szpitalu św.Rafała w Krakowie.  Rozpoznanie pooperacyjne brzmiało następująco:

Martwica aseptyczna oddzielająca kostno-chrzęstna kolana lewego-kłykcia przyśrodkowego kości udowej. Ciało wolne kolana lewego. Zabieg miał na celu usunięcie ciała wolnego, usunięcie martwiaka kłykcia oraz została wykonana plastyka ubytku chrząstki metodą mikrozłamań. Kolejne 2 dni po operacyji były dosyć bolesne, związku z bólem pooperacyjnym. Po dwóch dniach udałem się do domu, gdzie miałem robionę okłady z lodem, przez pierwszy tydzień jedynie mogłem delikatnie obciążać operowaną nogę. Po około 2 tygodniach, rozpoczełem rehabilitację mające na celu uruchomienie i zwiększenie ruchomości stawu, dodatkowo pracowaliśmy z bliznami pooperacyjnymi, które intensywnie rozmasowywaliśmy. Kolejnym etapem rehabilitacji  było dołączenie pracy na rowerku stacjonarnym i dodatniu kilku ćwiczeń, które miały na celu  wzmocenie mięśni i pracy nad stabilizacją kolana. Następnie mogłem już obciążać w pełni nogę i po upływu tygodnia- dwóch rozpocząłem delikatne truchtanie, mało kto zdaje sobie sprawę z tego jak takie szuranie możę cieszyć człowiekaSmile  Następnie zostały mi przepisane 3 serie zastrzyków, które miały na celu "nasmarowanie" kolana, wtedy już mogłem intensywnie trenować nogę ponieważ wszystko wyglądało tak jak powinno. W marcu miałem swoje symboliczne zakończenie leczenia i całej krętej drogi związanej z kolanem, ukończyłem półmaraton marzanny odbywający się w Krakowie z czasem 1:43:33. Teraz rozpoczynam trening pod maraton, kolano jest sprawne, nie daje sygnałów że coś jest nie tak. 

 Z perspektywy czasu ciesze się że wyszło tak jak wyszło. Mówiąc że zrobił bym teraz wszystko innaczej, nie stwierdzam nic nowego . Człowiek jest o kilka lat mądrzejszy i bardziej doświadczony, ale ciesze się że jest już wszystko w porządku, odkryłem nową pasję, która jest bieganie. Doceniam każdy dzień w którym mogę ubrać buty biegowe i wyjść pobiegać, weekendowe wybiegania są dla mnie przyjemnym rytuałem, nie wyobrażam sobie teraz życia bez biegania. Najważniejsze jest bycie wytrwałym i walka oto wyleczenie nawet najgorszej kontuzji. 

 

Chętnie odpowiem na wszelkie szczegółowe pytania, które mogą nasuwać się po przeczytaniu mojej krótkiej histori. Pozdrawiam Darek